Śledztwo w sprawie masowej inwazji rosyjskich dronów na Polskę z września poprzedniego roku dobiegło końca z powodu braku możliwości ustalenia sprawców.
O zakończeniu dochodzenia poinformowała Okręgowa Prokuratura w Lublinie, co relacjonuje RMF24.
Prokuratura wojskowa przez wiele miesięcy prowadziła dokładne śledztwo, aby zidentyfikować osoby odpowiedzialne za ten atak.
Jak zaznaczył rzecznik Okręgowej Prokuratury w Lublinie, prokurator Marcin Kozak, postępowanie zostało zamknięte z przyczyn braku identyfikacji sprawcy. Większość materiałów z tej sprawy, łącznie z uzasadnieniem decyzji, objęta jest klauzulą „tajne”.
„Zakończyliśmy śledztwo, ponieważ nie udało się ustalić, kto popełnił przestępstwo związane z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej, co stwarzało zagrożenie dla ogólnego bezpieczeństwa” – podkreślił prokurator Kozak.
W toku śledztwa analizowano również odpowiedź polskiej armii na atak dronów. Prokuratura ustaliła, że siły zbrojne zareagowały adekwatnie oraz zgodnie z obowiązującymi procedurami. Żołnierze mieli pełne prawo do użycia środków bojowych oraz zestrzelenia nieprzyjacielskich obiektów. Ten aspekt śledztwa również został zamknięty bez wykrycia jakichkolwiek nieprawidłowości.
Jednym z najbardziej intrygujących wniosków dochodzenia była obecność polskich kart SIM w fragmentach zestrzelonych dronów. Śledczy nie ujawnili, czy były to karty skradzione, czy pozyskane w sposób nielegalny – ta informacja pozostaje nieznana.
Warto przypomnieć, że podczas pierwszej masowej inwazji rosyjskich dronów na Polskę, która miała miejsce 10 września 2025 roku, w przestrzeń powietrzną kraju wtargnęło około dwunastu tuzinów dronów. Resztki tych maszyn odnaleziono w różnych regionach kraju, a niektóre drony dotarły na odległość niemal 300 km od wschodniej granicy.
Od 13 września w Polsce rozpoczęto nową misję NATO „Wschodni Warty” w odpowiedzi na ten incydent.